sobota, 21 maja 2011

KLIMATYCZNE PODŁOŻE ROMANTYZMU

.


niedawno byliśmy w lesie dębowym, i patrzyliśmy jak bezlistne jeszcze wielkie stare dęby wyrastają ponad morze drobniutkich liści grabu, a tu już zupełnie inna pora roku, już minęły mlecze, już wyrosło zielsko, już są upały, dzieci na golasa fikają na balkonie, który przez większość roku stoi całkiem nieużywany. Tak bardzo nagłe są jednak pory roku, i na tyle zupełnie różne w tej okolicy, że każde rozwiązanie, każde nastawienie do świata jest całkiem tymczasowe. Powiedzmy stół na dworze - wiosną ważne by w słońcu, latem by w cieniu i tak dalej. Może na zachodzie czy południu jest wrażenie większej stabilności, tam kwiaty kwitły i słońce świeciło już w lutym. Tutaj pogoda powoduje, że stale siedzisz na walizkach, wiosna od razu jest za mocna, za szybka, listopad zbyt listopadowy - czy to nie ma wpływu na to, jacy ludzie żyją w takich okolicach?


środa, 13 kwietnia 2011

OBRAZY KWIATY I OBIADY




To chyba prawda że obrazy mają ma coś w sobie z kwiatów, czy obiadów. Oczywiście z tą różnicą że więcej przywiązujesz wagi, bo jednak bardziej osobiste, czy bardziej unikalne, w tym sensie, że nie ma co tego dokładnie powtarzać. Nie dlatego, że obrazy mogą być dowolne, bo jeśli robione szczerze, często chodzi w nich o kilka podstawowych dla malującego rzeczy. Może bardziej unikalne dlatego, że dłużej się to zdobywa - malowanie jest pracochłonne. Nie, żebym tego nie lubił, ale ważne w tym by coś odkrywać, a gdy maluję od przypadku do przypadku - robię wciąż to samo. Zastosowanie obrazu jest jednak mniej oczywiste niż jedzenia - możesz tylko mieć nadzieję, że dla kogoś będzie miało podobne działanie. Dać komuś obraz nie jest łatwo - zbyt szybko myślisz o tym, czy dla niego coś znaczy, i czy go ostatecznie chce. Trudno też oswoić sprzedawanie, bo rzecz jest osobista. Nie ma jednak innego wyjścia - bardzo cieszę się z tych wydarzeń. Jest przecież coś wspólnego właśnie z jedzeniem czy kwiatem, że może być potrzebnym objawem życia. Że funkcją nie jest przecież coś, co można nazwać "tylko dekoracją" jak jedzenie nie jest tylko smakiem. W jedzeniu smak jest ważny, ale ma bardziej podstawową funkcję, której smak jest tylko objawem. Nikt do cholery nie dyskutował o tym, czy w jedzeniu smak ma znaczenie, i czy obiady się czasem nie skończyły w latach sześćdziesiątych, albo że nie je się już dziś ziemniaków. Podstawowe rzeczy są proste, i mogą być proste. Wręcz przeciwnie, kupić ser od pewnej babci ze wsi jest dla mnie przecież wydarzeniem. Problemem by było, gdyby ser mieszkał w muzeum: wtedy jedząc ser czułbym się jak nie u siebie. Konglomerat wagi czegoś osobistego i pracochłonnego, skojarzenia z muzeum, z dokonaniem, z czymś, czym można się chwalić,i dziecinności tego, co dla człowieka podstawowe tworzy sytuację z konieczności rozczarowującą. Oczekiwanie po "sztuce" czegoś tak skomplikowanego, że aż niepotrzebnego a odkrycie czegoś niepojętego bo prostego, pomieszanie wyuczonej czci z pogardą. Podejrzenie oszustwa. Na pewno nie kojarzy się z dobrym serem, na pewno nie chcemy tego w domu. W jakimś wyizolowanym świecie sztuki nie chce się żyć, bo tam żyć nie można - nie ma tam w ogóle powietrza: jest tak samo absurdalny jak świat rajstop. Świat rajstop pozostaje jednak na szczęście w małym stopniu zrealizowanym postulatem. Może trochę w związku z wiosną mam nadzieję, że uda się nie ugrzęznąć w tej dziwnej izolacji. Zjedliśmy ser troszkę myśląc o babci i krowie. Przyniosłem kwiaty. Malunki też są objawem życia człowieka.

piątek, 7 stycznia 2011

KOLĘDNICY


Kolędnicy przychodzą nieproszeni, Śmierć ścina Heroda - uzurpowaną władzę, z którego wcześniej wyśmiewają się postacie spoza układu - Cyganka i Żyd. Turoń, który jest całą przyrodą przewraca się, a potem wstaje, gdy Anioł kręci gwiazdą. Przewraca się i wstaje z powodu nowego roku, i nowego stworzenia, więc potem składa życzenia. Ten rysunek jest związany z wieloletnim doświadczeniem w byciu turoniem. To doświadczenie jest też o tyle wesołe, że zawieszone są na ten czas różne zasady i bariery, wchodzi się do domów obcych ludzi jak ktoś znajomy. W tym rysunku na górze ciekawi mnie też podwójność postaci, a w tym na dole potrójność głównego punktu.




wtorek, 4 stycznia 2011

OBRAZKI HELI i represyjny model kultury


Obserwuję rysunki mojej 2,5 letniej córki. Oczywiście, że każdy zachwyca się swoimi dziećmi, ale z tego wynika jeszcze coś zupełnie innego: chodzi o kierunki, czy też tendencje, które tam się ujawniają. Są miejscami realistyczne: drzewa na przykład są tu pionowymi liniami, a deszcz kropkami.


Podobny rodzaj realistycznego uporządkowania wykazują słupy i rury:

Bociany są już niemal abstrakcyjnym obrazem, ale zachowują podstawową wyróżniającą cechę: są czarno-białe.


Nie do końca tu chodzi o to, by obiekty były identyczne jak prawdziwe, niezależnie od samej koordynacji ruchu ręki. Raczej obiekty stają się symbolami
, lub symbole dotyczą pojęć abstrakcyjnych związanych z językiem, szczególnie na wczesnym etapie, takich jak frr (kreski w górę), buju-buju (linie wahadłowe). Budzą skojarzenia lub są pretekstem. Często pojawiają się w trakcie malowania, jak jakaś niespodzianka. Na przykład: 'o, gołe plecy' na widok maziajów na kartce. Często skojarenia z przedmiotami nie pojawiają się spontanicznie, ale tylko ewentualnie na wyraźne czyjeś pytanie. Chodzi raczej o samo malowanie, i efekty, jakie można uzyskać:


Nie sposób nie zauważyć ekspresyjnego charakteru tego malowania. Proces malowania, i obraz ma swoją dramaturgię, podobnie jak abstrakcyjne opowieści dziecka, które nie umie jeszcze mówić mogą dzięki tej właśnie dramaturgii być naprawdę wciągające.
Chodzi o to, że z łatwością można wśród nich odnaleźć elementy właściwe ważniejszym kierunkom w sztuce 20 wieku: tendencje realistyczne, abstrakcyjne, ekspresyjne, surrealistyczne skojarzenia.
Przyzwyczailiśmy się jednak uważać, że główne kierunki w sztuce to wielkie wynalazki godne czci, słabo związane z wcześniejszą sztuką europy, nie mówiąc już o tym, co można zobaczyć na innych kontynentach, czy w jaskiniach albo w sztuce ludowej różnych stron świata. Tym bardziej naciągane wydaje się porównanie ze sztuką dzieci. Czy nie tak samo można by znaleźć analogie do brudów na szybach? Różnica jest taka, że tu możemy wiedzieć co autor o tym mówi, lub jak przeżywa, i podejrzewać istnienie instynktów, które generują twórczość plastyczną tak tu, jak i w każdej kulturze. Każdy zgodzi się, że koty mają instynkt, jednak ich właściciele wiedzą, że różnią się charakterem między sobą. Instynkt zatem nie wyklucza różnorodności. Nie wyklucza też wpływu środowiska i nauki, jak wskazuje przykład kotów chowanych w różnych warunkach i ich zdolności łowieckich. Dlaczego mielibyśmy się więc oburzać na to, że te główne kierunki malarskie dwudziestego wieku to konsekwentne rozwinięcie wrodzonych tendencji człowieka? Powodem może być represyjny model kultury, jaki proponował Freud, czy Levy-Strauss: kulturą jest w tym ujęciu przede wszystkim to, co z powodu wstydu czy strachu, poczucia przyzwoitości inaczej mówiąc, robi człowiek kulturalny. Kultura byłaby zatem generowana przede wszystkim przez jakieś hamujące ośrodki w mózgu. Co jednak robi pijany człowiek, u którego właśnie te ośrodki są zahamowane? Chętniej śpiewa, tańczy, szybciej się zachwyca i wzrusza, więcej się śmieje, więcej gada, chętniej nawiązuje kontakty. Robi właśnie te rzeczy (co prawda nieporadnie, bo alkohol oddziałuje i na inne obszary mózgowe), które wyróżniają nas wśród innych gatunków, będące realizacją dziwnego przystosowania, jakim jest obecność kultury. Może trzeba spokojniej patrzeć na obrazy. Są wynikiem działania tych samych instynktów, jakie obserwujemy u dzieci. Nie dyskredytuje ich to wcale, nie znaczy, że znaczą tyle samo. Te same instynkty kierowały i wielkimi mistrzami w różnych kulturach - choć oni dali radę nadać dziecinną energię opowieści dorosłego człowieka.

sobota, 1 stycznia 2011

RYBA







Zacznę może od tego jakie znaczenie zyskuje dla mnie krojenie ryb w okolicy Bożego Narodzenia. Po pierwsze w rybie można odczytywać wyraźne podobieństwo do człowieka, który jest w sumie przetworzoną rybą, czym mogę się zająć w czasie lekcji anatomii czy fizjologii. Po drugie ryba kojarzy się z anagramem Zbawiciela, i te dwa znaczenia się łączą przez związek Zbawienia i Wcielenia. Wcielenie to bycie blisko każdego człowieka, niezależnie od czegokolwiek, w całym syfie tego wszystkiego, o czym najlepiej wiedzą siostry z Kalkuty. Spróbowałem zrobić coś jakby ikonę, gdzie sceny z życia to gazeta i krojenie ryby, a kontemplacyjna scena centralna wyraża Niepoznawalność Boga zgodnie z teologią Boskich Energii św. Grzegorza Palamasa: widzimy Go tylko w działaniu. Jednak w działaniu ukrywa boskość, by być bliżej. Przepraszam, że tak przegadałem, nie wiedziałem, do jakiego stopnia czytelne. W sumie po to robiłem, by nie gadać tyle. A teraz się tłumaczę. Te gazety dookoła kojarzą się właśnie z wieloma słowami, i wieloma interpretacjami. O tym, co w środku nic nie da się do sensu powiedzieć, uchwycić. Można zapakować i zabrać ze sobą.




poniedziałek, 29 listopada 2010

DLACZEGO MUSZĘ SIĘ WYTARZAĆ





Jest jesień, pada śnieg. Bardzo się cieszę, że się zmieniają pory roku. Żadna nie przychodzi tak szybko jak zima, która od razu wszystko zmienia. Na obrazku różnie może wyglądać kontrast między postacią i otoczeniem. Te obrazy dotyczą uczestniczenia w świecie, wytarzania się, roztopienia. Uczestniczenie, bycie częścią wydaje mi się podstawową potrzebą - nazwijmy - duchową. Usłyszałem kilka razy, że dla sztuki ważny jest dystans, lub nawet, że samo dystansowanie się jest szczególną, najważniejszą jej cechą. Tylko jak to zrobić? Podnoszenie się samemu za włosy należy do tych sztuczek barona Munhausena, których nie do końca potrafię. Nie wiem też gdzie miałby znaleźć się ten, kto się zdystansuje. Jak to zrobić? Nie mogę wyobrazić sobie innego sposobu dystansowania się, uwolnienia od świata, niż przez maksymalne wytarzanie się. Chciałbym tak zanurzyć się w emocjach, w działaniu, bym mógł uzyskać dystans właśnie dzięki temu. Chciałbym do tego stopnia uczestniczyć w świecie, by się aż od niego w jakimś sensie uwolnić. Nie wiem czy to się da zrobić.


.