środa, 20 czerwca 2012

DRÓB I CZŁOWIEK

.


 


Po pierwsze ptaki uciekają. Drób o tyle jest dziwny, że nie ucieka, i można by go malować, nawet z natury ale trzeba by się zdobyć na zrobienie z siebie głupka. Pierwszy z tych obrazków to przepiękne kaczki profesora Tarasewicza - przytransportowane na akademię specjalnie by je malować. Bardzo mi się podobały i skupiłem się na tym że ładnie wyglądają - wyszło jakieś malarstwo barokowe. Jestem zadowolony z efektu, ale to raczej nie do końca mój obraz, tylko obraz akademicki. Dalsze obrazki to wrażenia z różnych wycieczek: wrażenie jakie zostawia spotkana kura czy kogut. Ważny robi się kształt i miejsce. Łażą po podwórkach nie mniej egzotyczne potwory, choć nie trzeba wcale ich podziwiać. Świadczą o obecności człowieka, ale nie są ludźmi. Są jakimś żywiołem podwórkowym, któremu ze zdziwieniem można się jednak przyglądać. Są zupełnie zwyczajne i całkiem symboliczne. Te są moje.







Takie cechy zachowują dla mnie również te, które nie  łączą się z żadnym osobnym wspomnieniem, ale wspomnieniem bardziej uogólnionym.




wtorek, 12 czerwca 2012

DOMINIKA I DZIECI




Jaś ma już dwa lata, a dzisiaj czwarte urodziny Heli. Wczoraj w pośpiechu wybraliśmy jakiś prezent, dzisiaj  zanim do końca się obudziłem, już go daliśmy. Szliśmy we trójkę do przedszkola, rozmawiając o najróżniejszych sprawach - już są duzi. Nie tak dużo zdążyłem namalować takich obrazków jak tu widać, nie tak może dużo nawet zrobiliśmy zdjęć, ani się obejrzeliśmy. Trudno jest zdążyć przeżyć coś tak dziwnego. Wszystko to uciekło, a jednak było wiele takich momentów kiedy czas się zatrzymał - właśnie też dzięki temu że naraz to wszystko tak bliskie i tak dziwne. Dlatego dzisiaj kilka obrazków (poniekąd) z Dominiką i dziećmi.






i jeszcze jeden - chyba jednak dwa lata temu z kawałkiem to było...


wtorek, 10 kwietnia 2012

sobota, 31 marca 2012

31 marca

.









..........................................................................

środa, 21 marca 2012

ŚWIATŁO

.


Dziecinna forma wcale nie jest zła, jak się maluje słońce. Emocje związane ze słońcem nadal są podstawowe i dziecinne. Ten prosty graficzny znak wspaniale z nimi koresponduje. Od razu zajmuje centralne miejsce, dzięki połączeniu okręgu i promieni. Obie formy wskazują środek, ale na odwrotne sposoby. Słonce jest więc środkiem przez połączenie przeciwieństw. W marcu jesteśmy najbliżej słońca, i ono tak strasznie mocno świeci przez wychudłą zimową atmosferę, robiąc tym większe wrażenie, że pojawia się po zimie. Kiedy na nie patrzeć - pozostawia w oczach ciemne powidoki wyczerpanych barwników siatkówki. Jest zatem na raz jasne i ciemne. To z kolei otwiera drogę następnych interpretacji. Względem ziemi wyraża w formie paradoksu to, co tu jest gmatwaniną półcieni. Ziemia jest dla słońca konieczną parą.




.

poniedziałek, 5 marca 2012

poniedziałek, 27 lutego 2012

niedziela, 12 lutego 2012

LELUJA I SZTUKA KOBIET

.



Wycinanki robię od bardzo dawna, bo ten sposób działania pozwala na inny, spokojniejszy, bardziej projektowy tryb pracy, w którym można wiele rzeczy wypróbować i sprawdzić. Jest jeszcze ta zaleta, że wycinanka ma na Mazowszu i w okolicach ogromną tradycję która osiągnęła formy wspaniałe i perfekcyjne. Zostały przywołane, a potem nieco ośmieszone przez peerelowską cepeliadę, a teraz przywoływane przez współczesną modę. W obu wypadkach zostały potraktowane może trochę zbyt protekcjonalnie i powierzchownie. Wycinając laurki dla znajomych, lub książeczki dla moich dzieci próbuję wchłaniać formy i obrazy tak, by stały się mi bliskie, lub by dowiedzieć się, czy są mi bliskie. Motywy które tam odnajduję mają w sobie coś urzekającego. Wycinanie ich nie jest prostym ćwiczeniem, bo choć mam wrażenie, że faktycznie są mi bliskie, co chwilę zauważam, że jednak nie potrafię dotrzymać kroku kobietom, które wycinały je na wsiach nożycami do strzyżenia owiec. Wycinanka jest prawie zupełnie sfeminizowaną dziedziną sztuki. Rozwijała się bardzo szybko i osiągała różne bardzo formy, ale jednocześnie przechowała w sobie niesłychanie stare elementy. Takim elementem jest podobno właśnie leluja.



Tak mniej więcej wygląda postać, powtarzająca się w mazowieckich wycinankach pod nazwą leluja lub lalka. Pod tą samą nazwą kryją się również wizerunki drzewa, na którym, lub pod którym, oprócz żeńskich postaci pojawiają się pary ptaków - często kogutów, lub czegoś podobnego do cietrzewi.


Jaki jest związek kobiety, ptaków i drzewa? Drzewo jest pierwotnie Drzewem Życia, i taką rolę w pewnym sensie zachowało, co potwierdza wydaje mi się pojawianie się wizerunku krzyża w drzewie na niektórych kurpiowskich lelujach. Ale tam też w drzewie pojawia się czasem postać kobieca. Otóż podobno Leluja to przedchrześcijańskie zapomniane żeńskie bóstwo, którego wizerunki w tych okolicach wykonuje się do dziś, choć już nie jest przecież bóstwem. Pary ptaków pełnią jak rozumiem rolę podkreślenia obecnej w tych wycinankach symetrii. Symetria w najprostszy, instynktowny sposób kojarzy się ze spokojem, doskonałością, pełnią, pięknem. Ptaki - koguty spotykają się w harmonii, choć przecież mogłyby się ze sobą bić. Na kurpiach wycinanki takich symetrycznych ptaków nazywa się jednak całuskami.

Wmontowanie symboliki związanej z Lelują w symbolikę chrześcijańską w ikonografii ludowej ilustruje dobrze kolęda o Lipeczce. Pojawia się tu oprócz słowa leluja zielone drzewo, i centralna postać kobieca:


Stoi nam tu lipeczka, lipeczka zielona,
Leluja, leluja, leluja, Boże Narodzenie.

A pod tą lipeczką wodeczka zdrojowa
Leluja, leluja, leluja, Boże Narodzenie

W tej ci to wodeczce Maryja się myła
Leluja, leluja, leluja, Boże Narodzenie

Jak ci się umyła Syna porodziła
Leluja, leluja, leluja, Boże Narodzenie

A porodziwszy go w pieluszki powiła
Leluja, leluja, leluja, Boże Narodzenie

A powinąwszy go w jasełka włożyła
Leluja, leluja, leluja, Boże Narodzenie

Lulaj lulaj Synu mój, ja będę śniadała
Leluja, leluja, leluja, Boże Narodzenie

Rybeczki Synu mój, to wszystko morzowe
Leluja, leluja, leluja, Boże Narodzenie

Już godzina minęła jakem się narodził
Leluja, leluja, leluja, Boże Narodzenie

Jest tu ziemia i niebo jam to wszystko stworzył
Leluja, leluja, leluja, Boże Narodzenie


Nastrój jest w tej kolędzie dość szczególny: jest pełna jakiejś dziwnej radości - cudowności, skupia się na postaci Matki Boskiej w taki sposób, w jaki nie robią tego "poważniejsze", "teologiczne" kolędy. Nie jest ukryta za macierzyństwem, jest bardziej ludzka, dziewczęca i bliższa. Ciekawe jest to, że zawdzięczamy to dawnemu, być może przedrolniczemu kultowi żeńskiego bóstwa. Kiedy wraz z Wcieleniem całkowicie transcendentny Bóg okazał się również immanentny, sztuka chrześcijańska wykorzystała wiele motywów z innych religii, pozwalających to ukazać na przykład z Egiptu lub poprzez Persję z Dalekiego Wschodu. Matka Boska budzi zatem skojarzenia zbliżone do znanej z wielu religii wielkiej matki, o czym się często mówi, są wokół tego różne kontrowersje. Czy Matka Boska jako wielka matka musi marginalizować Chrystusa? Albo, czy, z drugiej strony, musi być zredukowana do roli matki? Ciekawe jak to wygląda w tym konkretnym przypadku. W kolędzie o Lipeczce dzięki temu, że postacie pojawiają się po kolei całą uwagę skupiamy na każdej z nich. Wprowadzeniem jest natomiast "postać" symbolicznego drzewa - zielonej lipeczki. Skupienie na postaci Matki boskiej jest tu bardzo wyraźne, macierzyństwo nie wydaje się być redukujące, a jednocześnie takiej osobistej wypowiedzi Dzieciątka nie ma w żadnej znanej mi kolędzie. Paradoks wcielenia wcale nie jest zamazany: jest podkreślony właśnie jako paradoks - ta kolęda nie jest więc mniej teologiczna od innych. Fuzja elementów jest więc całkowicie spójna. Ciekawe czy i do jakiego stopnia żywotność motywów związanych z lelują ma wpływ na kult maryjny w Polsce. Jeszcze ciekawsze - czy te motywy mogłyby przypomnieć takie często zapomniane elementy w teologii jak żeński aspekt Boga Ojca, postać Mądrości Bożej, żeńską symbolikę Ducha Świętego i żeński charakter Kościoła. Na pewno wycinanki mazowieckie są bardzo ważnym przykładem żeńskocentrycznej sztuki kobiet, o którym wciąż mało się mówi, choć dużo się mówi o sztuce kobiet. Jeszcze jeden przykład tego, że jeśli coś jest wiejskie, babskie, i jeszcze nie daj Boże tradycyjne, to już nie może zostać potraktowane poważnie. Tymczasem badania nad strukturą społeczności przedrolniczych, czyli zbieracko - łowieckich wskazują, że nie było tam tragicznego konfliktu między życiem domowym i społecznym. W małych grupach to wspólne obozowisko było forum publicznym, gdzie kobiety przebywały stosunkowo częściej. Większe statystycznie zdolności językowe, interpersonalne i większa podzielność uwagi są u kobiet prawdopodobnie związane z kluczową rolą jaką pełniły w tych społecznościach o rozproszonej władzy. W końcu w strukturach przedrolniczych ludzie żyli jakieś dwa miliony lat, a nie tysiąc, czy siedem tysięcy - trzeba koniecznie przemyśleć pojęcie "tradycyjnego" modelu tego czy owego, i ogólniej ostrożniej traktować tradycję.

Moje malarskie próby uwewnętrznienia motywu leluji poniżej. Ciekawiła mnie sprawa podniesionych rąk, fartucha, symetrii, kogutów i ich przekonania, by się nie kłóciły. Ostatecznie na samym dole z tym wiąże się napis "nie ma wojny". Dziecko w brzuchu malowałem w czasie, Dominika była w ciąży, a Jaś był w brzuchu, a teraz już właśnie skończył dwa lata.